*ARCHIWUM*- XXXV OFTM "KONTRAPUNKT 2000" - SZCZECIN 10-14 MAJA 2000

JAN PESZEK

Bogusław Schaeffer
SCENARIUSZ DLA NIE ISTNIEJĄCEGO LECZ MOŻLIWEGO AKTORA INSTRUMENTALNEGO

Scenariusz dla nie istniejacego lecz mozliwego aktora instrumentalnego - foto: Wojciech Plewiński


reżyseria, scenografia i wykonanie - Jan Peszek


"»Scenariusz dla nie istniejącego lecz możliwego aktora instrumentalnego« powstał w 1963 roku w ciągu kilku dni, ale przez długie lata nie był wykonywany, co zresztą kompozytor jakby przewidział nadając mu charakterystyczne dopełnienie. Jest w tym cały Schaeffer z jego wiarą w przyszłość: nie istniejący lecz możliwy! Pisząc "Scenariusz" i dopełniając go elementami dramaturgicznymi Schaeffer od razu myślał o wykonawcy; był nim Jan Peszek. Kompozytor pilnie obserwował aktora i "układał" mu rolę niejako na przyszłość. Prawykonanie "Scenariusza" odbyło się dopiero po latach, gdy Peszek stał się aktorem innego już typu, w pełni odpowiedzialnym za sceniczny, słowny i interpretatorski kształt powierzonego mu dzieła. w osobie Jana Peszka "Scenariusz" znalazł interpretatora jedynego i najwłaściwszego. Pasja, z jaką Schaeffer mówi o życiu i sztuce udziela się publiczności. "Scenariusz" miał zawsze powodzenie, jest to dla audytorium wielka przygoda poznawcza i intelektualna."
Jadwiga Hodor (z programu do przedstawienia)

"Aktor, gra aktorska, możliwości aktora będą dla mnie zawsze rzeczą w teatrze najważniejszą. Ostatecznie są to moje instrumenty. (...) Staram się, by moje sztuki jednoosobowe, które zapełniają wieczór, były nasycone pełnokrwistymi scenami i tym, co w teatrze nazywamy "coup de theâtre", niespodziewanymi zwrotami, których nie można przewidzieć, a które w moim teatrze są możliwe. Operuję w tych sztukach aktorem zwielokrotnionym, którego ideałem jest i pewno będzie Jan Peszek, aktor, mim, mag, instrument, a przede wszystkim żywy aktor w naszym zdechłym i przyduszonym świecie aktorskim. Aktor musi przez dłuższy czas grać moją rzecz, przez kilka lat, wiele razy, przed różną publicznością, w różnych warunkach, przy udziale mojej muzyki i minimalnej scenografii, musi z biegiem czasu pokazać, że i jak rozumie mój teatr. A moim teatrem jest mój tekst, są w nim słowa, ale i odpowiednie wymagania od aktora, którego przez szacunek obdarzam trudnymi zadaniami - nieosiągalnymi w innych sztukach, bo nie były według moich intencji pisane. Nie są to zadania szkolne, zwykłe, praktyczne. Są to zadania graniczące z metafizyką. Aktor ma możliwość przeniesienia nas w regiony, które w teatrze jeszcze nie zaistniały, może nawet obce dla konwencjonalnego teatru, może nieprzyjazne dla nawyków i rutyny aktora, w regiony myśli, które mogą pojawić się tylko w teatrze, gdyż ukazane są środkami teatralnymi, rozmyślnie odległymi od filmu. Od aktora wymagam, by się rozwijał w moim utworze, tu ma większe szanse niż w repertuarze, który z natury rzeczy schodzi z afisza i nie daje aktorowi możliwości powrotu do utworu."
fragment z: Cały ten Schaeffer, z Bogusławem Schaefferem rozmawia Dominika Ćosić, Dziennik Polski 18.04.97

"Gdy dostałem przed laty "Scenariusz dla nie istniejącego, lecz możliwego aktora instrumentalnego" wydał mi się ten tekst zupełnie ateatralny, niemożliwy do realizacji. Uważałem wtedy, iż jest to nadęty, pyszny wykład pozbawiony cech dramatu jako takiego. Dopiero z perspektywy lat doceniam wartość pracy nad tym tekstem w moim zawodowym życiorysie. A przez całe lata nie rozumiałem podstawowego sensu, tego klucza zawartego w samym tytule sztuki: aktor, który chce być artystą, który chce się uwolnić od banału, konwenansu, od teatralności, obowiązujących w teatrze sztamp, który chce się też uwolnić od siebie samego, poznać siebie samego - ów aktor musi się takim sytuacjom poddawać. Ja, zupełnie wtedy nieświadomie, podjąłem ryzyko zajęcia się czymś, co jest niemożliwe, ale w sztuce j e s t możliwe.(...) Schaeffer jest katalizatorem wszelkich przemian, które się we mnie odbywały, odbywają i będą odbywać. Jest on katalizatorem mojego doskonalenia się. Bez niego może w ogóle nie rozumiałbym tego zawodu tak, jak go rozumiem i odczuwam teraz.(...) ...aktor jest wieczny, jest najlepszym lekarzem dla widza, teatr zaś - wierzę w to - ma przed sobą niezwykłą perspektywę: zbudowanie nowego szpitala. Jeśli się go dobrze wybuduje, to do tego szpitala ludzie będą walić drzwiami i oknami, bo coraz więcej ludzi potrzebuje leczenia 
teatrem."
Jan Peszek
fragmenty z: Nieobojętność aktora, rozmowa Teresy Błajet-Wilniewczyc z Janem Peszkiem, Notatnik Teatralny 3/1992


PRAPREMIERA UTWORU ODBYŁA SIĘ 22 WRZEŚNIA 1976 R. W ŁODZI


Powrót na strone archiwalną XXXV OPTMF KONTRAPUNKT