
25.04.2001 godz. 17.45 i 19.30
- Teatr Kana
STOWARZYSZENIE TEATRALNE ŁAŹNIA, KRAKÓW
Sławomir Mrożek
ZABAWA
|
|
|
| reżyseria – Bartosz Szydłowski scenografia – Małgorzata Szydłowska muzyka – Marcel Chyrzyński |
występują: Tomasz Schimscheiner – B Jerzy Światłoń – N Błażej Wójcik – S |
|
|
|
Czy moje spotkanie z Zabawą zaczęło się od spotkania ze Sławomirem Mrożkiem?
Mistrz często przychodził do Łaźni. Pamiętam jak kilka lat temu usiadł wygodnie na workach cementu i oglądnął jedno z pierwszych przedstawień - Ryszarda III. I potem tak od premiery do premiery...
Z początkiem lutego zeszłego roku Sławomir Mrożek powiedział: „W czerwcu są moje 70-te urodziny. Ponieważ na pewno nie uniknę obchodów to wolę, żeby zajęli się tym ludzie, do których mam zaufanie, i w miejscu, gdzie dobrze się czuję.” No i tak rozpoczęło się.
Czy nie jest najlepszym prezentem dla pisarze ożywienie jego sztuki na scenie?
Jakiego „Mrożka” można zrobić w „Łaźni” – teatrze, pubie mieszczącym się na dość podejrzanym chociaż i magicznym Kazimierzu?
Przeszliśmy sporą drogę w trakcie pracy nad dramatem. Zaczęło się od pytania, kim jest parobek. Spacery po dzielnicy, podglądanie „kolesiów” wystających na rogach ulic, podpierających przystanki. Potem na scenie, poszukiwanie podpatrzonej formy, czy gestu - przeniesienie. Pomimo precyzji – parobka nie było. Gdzie jest ten parobek?! Czy w niechlujnym splunięciu na chodnik? Czy w pianie piwnej przyklejonej do wąsa? Po kilku tygodniach doszliśmy do pewnej definicji.
Parobek – nie za bardzo wie, czego chce, ale czegoś chce. Nie za bardzo wie, kim jest, ale przecież jest. Nie za bardzo wie, kto to oni, ale wie, że to na pewno nie my.
Z każdą próbą okazywało się coraz wyraźniej, że nie tyle interesuje nas złapanie i utrwalenie formy, ale raczej proces jej poszukiwania, dotykania i lokowania w różnych rejonach aktorskiego „ja”. Na pierwszy plan zaczęła wychodzić kondycja aktora, a zabawa stawała się synonimem poszukiwania prawdy scenicznej – Prawdy. Ona z kolei okazała się nieosiągalna na płaszczyźnie teatralnych etiud. Marzenie o teatralnym perpetuum mobile nie realizowało się. Wciąż na horyzoncie, ale wciąż nieosiągalne.
Ma być Prawda – chociaż przez jedną chwilę, ale taka Prawda... prawdziwa.
To memento spektaklu, na którego poszukiwanie udali się aktorzy pozbawieni niemal wszystkich rekwizytów, bez żadnych podpórek, z całym ryzykiem. Wspaniali aktorzy. Tylko oni i pusta przestrzeń, trzy krzesła i stół.
Moje spotkanie z Zabawą zaczęło się od mojego spotkania z teatrem.
|
|